Pierwsze posiłki BLW, czyli co i jak podawać na początek rozszerzania diety


BLW - co na początek - pierwsze posiłki

Jeśli wiemy już czym jest BLW i kiedy można zacząć przygodę z rozszerzaniem diety tą metodą, czas na praktykę. Bez zbędnego owijania w bawełnę:
 

Co podajemy na pierwszy posiłek?

Początkowo proponujemy "bezpieczne" warzywa, czyli takie, które bardzo rzadko powodują reakcję alergiczną i są w miarę łatwe do strawienia przez układ pokarmowy niemowlęcia. Do tego rodzaju warzyw zaliczyć można marchewkę lub ziemniaka. Warzywa podajemy ugotowane, najlepiej na parze, ponieważ wtedy w najmniejszym stopniu tracimy korzystne składniki odżywcze. Z drugiej strony szybciej ugotujemy warzywa w wodzie. Ja niektóre z warzyw gotowałam w wodzie (na przykład marchewkę, której dość długo zajmuje ugotowanie, czy ziemniaka), jednak większość starałam się przygotowywać na parze (zwłaszcza te warzywa, które dość szybko "dochodzą", jak cukinia czy brokuły).
Czy można zacząć rozszerzanie diety owocami? Teoretycznie nie ma ku temu przeciwwskazań, jednak lepiej jest zacząć od warzyw. Jeśli niemowlę najpierw posmakuje owoców, może mu być później trudno zaakceptować wytrawny smak warzyw.
Co jeśli owoce są twarde, a nasze dziecko nie ma jeszcze zębów, żeby je łatwo pogryźć? Ja rozwiązałam to podobnie jak z warzywami - podgotowywałam lekko na parze owoce pokrojone na mniejsze kawałki, do momentu aż były na tyle miękkie, żeby córeczka mogła sobie z nimi bez problemu poradzić.

Wprowadzając nowe składniki do diety, najlepiej jest robić to stopniowo, czyli wprowadzać maksymalnie jeden nowy produkt na raz. Taki nowy produkt podajemy przez około 2-3 dni i obserwujemy dziecko, czy nie występuje żadna reakcja alergiczna.

Ja zaczęłam rozszerzać dietę, gdy Maja skończyła 5,5 miesiąca. Wszystko wskazywało na to, że jest już na to gotowa, więc nie czekałam do osiągnięcia granicy 6 miesięcy. Akurat okres ten przypadł u mnie na przełom lipca i sierpnia, więc było w czym wybierać, jeśli chodzi o świeże warzywa. Mam to szczęście, że teściowie mają ogródek warzywny i sporo owoców, więc miałam pewność, że to co podaję dziecku jest ekologiczne i pochodzi z zaufanego źródła.
Początkowo przez około trzy dni podawałam gotowaną marchewkę. Później do kolejnego posiłku włączyłam gotowanego ziemniaka. Po kilku dniach poszła w ruch cukinia. I tak przez około trzy tygodnie. Następne nowe produkty, jakie zaczęłam podawać, to owoce. Zaczęłam od jabłek.

Poniżej możesz zobaczyć, w jaki sposób rozszerzałam dietę swojego niemowlęcia, jakie produkty podawałam i jak je przygotowywałam. Lista jest podzielona na rodzaje produktów (warzywa, owoce, inne), a kolejność produktów jest chronologiczna.
 

Warzywa

  • Marchewki
    Marchewkę przed ugotowaniem w wodzie kroiłam na mniejsze części, aby przyspieszyć czas gotowania. Średniej wielkości marchewki przekrajałam wzdłuż na pół, a duże marchewki wzdłuż na cztery części. Następnie kroiłam na kawałki o takiej długości, aby były łatwe do uchwycenia rączką (około 4 cm). Kawałki powinny mieć taką długość, aby złapane w rączkę nieco wystawały z piąstki. Tak, aby można było trzymać warzywo całą rączką i mieć wystający kawałek do odgryzienia. Pierwsze marchewki nieco rozgotowywałam, aby były bardziej miękkie (dziecko nie miało jeszcze zębów).
    Podawanie marchewki zaczęłam, gdy dziecko skończyło 5,5 miesiąca.
    Po pewnym czasie do wody, w której gotowałam marchewkę, zaczęłam dodawać odrobinę masła - od teściówki dowiedziałam się, że dodatek tłuszczu pozwala lepiej przyswoić witaminę A. Poza tym taka marchewka fajnie smakuje :)
  • Ziemniaki
    Ziemniaka przed ugotowaniem w wodzie również kroiłam na mniejsze części, na przykład na nieco grubsze plasterki. Po ugotowaniu kroiłam plasterki na pół lub przy większym ziemniaku - przekrajałam plasterki na słupki.
  • Cukinie i kabaczki
    Najpierw odkrajałam kawałek warzywa o długości około 4-5 cm. Następnie, po obraniu, przekrajałam wzdłuż na cztery lub sześć części (w przypadku małych sztuk), ewentualnie na osiem (w przypadku dużej cukinii czy kabaczka). Jeśli warzywo miało duże pestki to wykrajałam środek. Czasami pestki zostawiałam, jeśli były miękkie. Warzywa przygotowywałam na parze. Trzeba uważać, żeby nie były zbyt rozgotowane, bo dość szybko "dochodzą". W cukinii i kabaczku jest sporo wody - dodatkowe rozgotowanie powoduje, że niewprawnym rączkom ciężko jest utrzymać zbyt miękkie kawałki.
  • Bakłażany
    Bakłażana przygotowywałam na parze w ten sam sposób co cukinię i kabaczka.
  • Brokuły
    Brokułom zazwyczaj urywałam całe różdżki (tak, aby miały też trochę łodygi) i w tej formie gotowałam na parze. Jeśli różdżki były duże, przekrajałam je na pół. Brokułów trzeba pilnować, by nie rozgotowały się zanadto - dość szybko robią się miękkie, poza tym krótko gotowane zachowują najwięcej cennych właściwości.
  • Dynie
    Dynię przekrajałam wszerz na paski grubości ok. 1 cm i obierałam je ze skórki. Paski kroiłam na cztery takie same części (w przypadku mniejszej dyni) lub sześć (przy większej dyni). Następnie gotowałam je na parze. Dynia szybko się robi, dlatego trzeba uważać, żeby jej nie rozgotować.
  • Buraki
    Buraka kroiłam na plasterki grubości ok. 0,5 cm i gotowałam w wodzie (gotując na parze bardzo długo musiałam czekać na to, aż burak zmięknie). Niestety nie do końca mi to wychodziło (burak był dość twardy, tracił kolor), więc gotowanego buraczka nie było u nas za dużo w menu :)
  • Pietruszki i selery
    Pietruszkę przygotowywałam tak samo jak marchewkę - najpierw kroiłam na odpowiednie kawałki, a następnie gotowałam w wodzie. Często z dodatkiem odrobiny masła i razem z marchewką lub innym warzywem.
    Selera kroiłam na około 0,5 cm plasterki, a następnie na słupki i również gotowałam w wodzie.
    Teściówka, będąca wówczas dostawcą włoszczyzny, początkowo była zdziwiona, że chcę niemowlęciu podać te produkty tak "bez niczego". Mimo wszystko córeczka ich nie wypluwała i była ciekawa ich smaku :)
  • Pomidory
    Pomidory zalicza się do warzyw dość mocno uczulających, ale ja nie mogłam sobie odmówić podania ich Mai, z racji tego że teściowa hoduje najlepsze pomidory pod słońcem :) Na szczęście u córeczki nie wystąpiła żadna reakcja alergiczna, a pomidory mogłyby być w jej przypadku podawane na okrągło - uwielbiała je i uwielbia do dziś, to absolutny hit.
    Pomidorów nie podawałam na świeżo, tylko robiłam z nich sos. Świeże pomidory obierałam ze skórki, wykrajałam łodyżki, kroiłam na mniejsze części i wrzucałam do garnka, aby się wygotowały. Do tak gotujących się pomidorów dodawałam trochę oliwy oraz bazylię (początkowo świeżą, a gdy nie miałam już świeżej - suszoną). Sos podawałam łyżeczką. Pomidory, przygotowane w ten sposób, zaczęłam podawać, gdy dziecko miało około 7 miesięcy.
  • Pieczone warzywa (np. marchew, pietruszka, seler, ziemniak)
    Po 7 miesiącu postanowiłam zaeksperymentować z pieczonymi produktami. Włoszczyznę przygotowywałam tak jak do gotowania, następnie lekko podgotowywałam i wrzucałam do piekarnika na kilka-kilkanaście minut. Do momentu, aż były dostatecznie miękkie, ale jeszcze nie przypieczone. Warzywa zazwyczaj okraszałam lekko oliwą i posypywałam przyprawami takimi jak bazylia, tymianek, zioła prowansalskie czy lubczyk.
  • Bataty
    Bataty (słodkie ziemniaki) zaczęłam podawać w okolicach 8 miesiąca. Wcześniej nie miałam styczności z tym warzywem. Okazało się, że Maja je uwielbia. Bataty kroiłam na plasterki grubości ok. 0,5 cm-1 cm i gotowałam na parze. Trzeba uważać, by nie rozgotować batata, ponieważ dość szybko "dochodzi". Tak ugotowane plasterki przekrajałam na pół. Bataty piekłam także w piekarniku (bez uprzedniego gotowania), pokrojone na cieńsze plasterki, z odrobiną oliwy i z wybraną przyprawą (świetnie sprawdza się papryka słodka z lubczykiem).
  • Fasolka
    Fasolkę podałam raptem kilka razy - postanowiłam wykorzystać dary z ogródka teściowej. Fasolkę w całości gotowałam na wodzie, uprzednio obierając z łyka. Podawałam bez krojenia (małe fasolki) lub pokrojone na kawałki o długości około 4-5 cm.
     


Owoce

Owoce zaczęłam podawać około 3-4 tygodnie po pierwszym posiłku warzywnym.

  • Jabłka
    Zaczęłam od jabłka. Moja córeczka nie miała jeszcze zębów, więc żeby ułatwić jej zadanie, kroiłam jabłko na mniejsze części. Małe jabłko na ćwiartki lub sześć części, większe na osiem lub więcej. Następnie podgotowywałam kilka minut na parze, aż jabłko trochę lub całkowicie zmiękło.
  • Banany
    Banana wprowadziłam od razu po jabłku. Banana przekrajałam wzdłuż na cztery części. Następnie kroiłam około 4 cm kawałki i podawałam na świeżo.
  • Awokado
    Awokado wprowadziłam razem z bananem. Podawałam na świeżo. Najpierw obierałam ze skórki, a następnie kroiłam na nieco grubsze paski (łatwe do uchwycenia rączką).
  • Nektarynki i brzoskwinie
    Nektarynki zaczęłam podawać, gdy córeczka miała 6,5 miesiąca. Tak się złożyło, że moi rodzice mają na działce drzewko z nektarynkami, więc postanowiłam podać te owoce, póki jeszcze były świeże. Nektarynki obierałam ze skórki i dzieliłam na ósemki lub przy większych owocach na więcej części. Tak, aby plasterki nie były zbyt grube, ale jednocześnie też nie za cienkie. Dla bezzębnego bobasa podgotowywałam przez kilka minut owoce na parze, do dostatecznej miękkości.
  • Maliny
    Maliny również miałam dostarczane przez teściów z ich działki :) Owoce podawałam w całości lub na przykład dodawałam do musu jabłkowo-bananowego (podawanego łyżeczką). Uwaga - mocno brudzą, dlatego maliny w całości podawałam zazwyczaj od razu do buzi :)
  • Gruszki
    Gruszki przyrządzałam w ten sam sposób co jabłka - przekrajałam owoce na ćwiartki lub więcej części (w zależności od wielkości gruszki) i lekko podgotowywałam na parze, do uzyskania miękkości.
  • Melony
    Melony zaczęłam podawać w okolicach 7 miesiąca. Melony kroiłam wszerz na plastry grubości ok. 1 cm (lub nieco więcej), odkrajałam im skórkę i twardą część przy skórce, a następnie przekrajałam na cztery równe części. Tak pokrojone wrzucałam na kilka minut na parę, aby trochę zmiękły.
  • Kiwi
    Pierwsze kiwi Maja spróbowała po ukończeniu 8 miesiąca. Kiwi obierałam ze skórki, a następnie kroiłam wzdłuż na osiem części i serwowałam na świeżo. Uwaga - kiwi musi być miękkie  i słodkie, bo dziecku raczej nie posmakuje kwaśny, niedojrzały owoc.
 

Inne produkty

  • Ryż
    Ryż zaczęłam podawać około 6,5 miesiąca. Ryż lekko rozgotowywałam, aby był nieco klejący się i łatwiejszy do złapania w rączkę. Obecnie dość często podaję różne dania z ryżem i karmię także łyżeczką, na przykład gdy przygotuję risotto. Najlepiej kupować ryż z ekologicznych upraw.
  • Kasze
    Wszelkiego rodzaju kasze szybko dołączyły do menu (przed ukończeniem 7 miesiąca)  i są u nas na porządku dziennym. Głównie kasza jaglana i gryczana, czasem także jęczmienna. Można podawać same lub wykorzystać do różnego rodzaju dań - kotletów, pulpetów, kaszotto, dań z sosami, placków, wypieków.
  • Pieczywo
    Pierwszy chleb podałam, gdy dziecko zbliżało się do wieku 7,5 miesiąca. Kanapka była z pastą jajeczną (o której poniżej). Kromkę chleba zazwyczaj kroiłam na mniejsze kosteczki, tak aby dziecko mogło brać rączkami pojedyncze kostki. Maja uwielbiała także dostać kromeczkę czy np. piętkę od chleba i samodzielnie ją "memłać" :) Po jakimś czasie podawałam także chleb posmarowany masłem (o min. zawartości tłuszczu 82%). Najważniejsze, aby kupować dobry chleb, ze sprawdzonego źródła. Można też piec samemu. Dziecku podajemy białe pieczywo, wieloziarniste czy razowe może być zbyt trudne do przetrawienia.
  • Jajko
    Wprowadzanie jajka zaczęłam od podawania żółtka. Jajko gotowałam na twardo, następnie wyjmowałam z niego żółtko i przygotowywałam pastę jajeczną - żółtko z dodatkiem oliwy. Pastą smarowałam pieczywo. Pierwszy raz żółtko podałam, gdy dziecko zbliżało się do wieku 7,5 miesiąca. Całe jajka weszły do diety nieco później - już gdy dziecko skończyło 8 miesięcy. Całych jajek używałam do różnego rodzaju wypieków z piekarnika i do pulpecików, przyrządzanych na parze.
  • Przyprawy
    Z przypraw do naszego menu dołączyły dość szybko: świeży koperek, natka pietruszki, bazylia (świeża lub suszona), słodka papryka oraz zioła takie jak: lubczyk, oregano, tymianek, zioła prowansalskie. Nieco później dołączył pieprz w małej ilości oraz czosnek, dodawany do sosu pomidorowego lub używany do marynowania indyka.
  • Sklepowe przekąski
    W zasadzie jedyną kupną przekąską, jaką podawałam dziecku, były chrupki kukurydziane przeznaczone dla niemowląt. Można je kupić w sklepie ze zdrową żywnością lub w marketach w dziale z żywnością dla niemowląt. Mój maluch uwielbia je chrupać. Do tej pory (prawie 15 miesięcy) jest to jedna z ulubionych przekąsek i w zasadzie jedyna sklepowa.
  • Zupy
    Zupy podawałam sporadycznie i najczęściej były to: zupa-krem z dyni, rosół warzywny, pomidorowa na rosole warzywnym. Po pewnym czasie gotowaliśmy także rosół na bazie indyka. Do zup dodawałam kawałeczki chleba lub makaron. Rosół przydaje się nam także często jako baza do zrobienia risotto lub kaszotto.
  • Makarony
    Na początku z makaronów podawałam domowe kluseczki własnoręcznego wykonania teściowej - zazwyczaj do zupy lub do sosu pomidorowego. Gdy córeczka skończyła 8 miesięcy skosztowała pierwszego makaronu spaghetti z sosem pomidorowym (z czosnkiem i większą ilością ziół).
  • Naleśniki
    Jako że mąż jest domowym mistrzem naleśników, nie mogło zabraknąć tej potrawy w menu malucha. Naleśniki zaczęliśmy podawać, gdy córeczka zbliżała się do wieku 8 miesięcy. Zamiast cukru dodawaliśmy mus z daktyli. Naleśniki robiliśmy głównie z mąki pszennej, ale zdarzały się także z mąki ryżowej lub z dodatkiem mąki z amarantusa. Naleśniki staraliśmy się smażyć bez tłuszczu. Najpierw smażyliśmy pierwsze sztuki na patelni lekko skropionej olejem i... sami je zjadaliśmy :) A gdy już olej wchonął się w pierwsze sztuki, wrzucaliśmy na patelnię naleśniki dla małej. Tak usmażonego naleśnika zazwyczaj kroiliśmy na mniejsze części, na przykład kwadraty 2x2cm lub większe.
  • Mięso
    Pierwszą styczność z mięsem drobiowym Maja miała po ukończeniu 7,5 miesiąca. Tak się złożyło, że byliśmy u teściów na rodzinnej imprezie, gdzie jednym z dań była kaczka. Dziecię tak żywo się nią interesowało, że nie mogliśmy sobie odmówić zaserwowania przynajmniej kawałeczka. Maluchowi bardzo smakowało. Potem była mała przerwa w jedzeniu mięsa. Następny mięsny posiłek, w postaci ugotowanego na parze indyka, miał miejsce po ukończeniu 8,5 miesiąca.
  • Ryby
    Pierwszą rybkę (pstrąga) zaserwowaliśmy, gdy dziecko zbliżało się do wieku 8 miesięcy. Rybę, która najpierw marynowała się w koperku i małej ilości soku z cytryny, przygotowywaliśmy na parze. Potem dodawaliśmy rybę do różnego rodzaju pulpecików. Przy rybie bardzo ważne jest, aby wyfiletować ją dokładnie ze wszystkich ości. Można to zrobić, gdy ryba jest surowa, lub po ugotowaniu na parze, podczas siekania (jeśli ryba ma być składnikiem dania, do którego ma być posiekana).
  • Jogurt naturalny
    Z nabiału na pierwszy ogień poszedł jogurt naturalny, po ukończeniu 8,5 miesiąca. Jogurt podawałam łyżeczką, wzbogacając go wysmażonymi owocami (dżem bez cukru) lub po prostu z owocami. Mojej córeczce nie do końca przypadł do gustu smak samego jogurtu, więc nie było to częste danie. Jogurtu czasem używaliśmy jako dodatek do ciasta naleśnikowego lub placków owocowych.
  • Wypieki
    Po ukończeniu około 8,5 miesiąca w ruch poszły różnego rodzaju wypieki - placuszki owocowe, placki warzywne, ciacha i ciasteczka - owocowe bądź warzywne (np. z marchewką, dynią, batatem). Do wypieków zazwyczaj używałam bezglutenowej mąki gryczanej lub mąki pszennej.
    Mąż oprócz bycia mistrzem naleśników jest także mistrzem pizzy, nie mogło jej więc zabraknąć w menu. Na początku pizza była oczywiście mocno okrojona - placek posmarowany sosem pomidorowym, plus do tego jakiś dodatek (np. obrana ze skórki i drobno posiekana, świeża papryka lub blanszowane i posiekane liście szpinaku).

Tak mniej więcej wyglądało to u mnie na przestrzeni pierwszych 3-4 miesięcy. Starałam się korzystać głównie z produktów ekologicznych, o wiadomym źródle pochodzenia (patrz: teściowa :). Jeśli nie mamy dostępu do własnego czy babcinego ogródka, to dobrze jest kupować produkty z upraw ekologicznych, nie zawierających szkodliwych pestycydów, nawozów i tak zwanej chemii. Takie produkty są o wiele bardziej wartościowe i bogatsze w składniki odżywcze.
Oprócz jedzenia, które wymieniłam na liście, do diety niemowlaka można wprowadzać także inne składniki  - na które ja, z takiej czy innej przyczyny, się po prostu nie skusiłam.

A u Was jak wyglądają bądź wyglądały początki? :)


Oceń wpis
Podziel się
  Komentarze (8)
Lena
Lena
26.11.2017 17:47 odpowiedz
Cześć! Super, dziękuję za te listę, inspirująca ☺ Piszesz ze niektóre rzeczy podawałaś łyżeczką, tzn. karmilas Majewski, czy sama sobie radziła?
Pozdrawiam
BLW papu
BLW papu
26.11.2017 18:55 odpowiedz
Hej :-) Przez pierwsze tygodnie byłam dość ortodoksyjna i nie dopuszczałam łyżeczki w ogóle. Dlatego też nie podawałam zup i mega brudzących dań. Wiem że niektóre niemowlaki jedzą zupy rękami, ale jakoś sobie tego nie wyobrażam ;-) Po jakimś czasie przestałam się tak spinać co do zasady "żadnych łyżeczek" i niektóre potrawy podawałam dziecku sama na łyżeczce (karmiąc je). Były to głównie mocno brudzące dania, jak makaron z sosem pomidorowym czy wspomniane zupy. Po prostu nie chciało mi się po nich sprzątać :-) Maluch zaczął sam ogarniać łyżeczkę w okolicy 1,5 roku. Bałagan zawsze trochę jest, ale do przeżycia. W razie czego pomagam sobie pieluchą zawiązaną pod szyją. 
Pozdrawiam :-)
Magda
Magda
23.06.2018 15:45 odpowiedz
Witam,
Syn ma 6,5 ms od 2 tygodni podaje wszystkie warzywa na przemniennie, jednak nic nie trafia do buzi, lizanie sliniaka i krzesełka do karmienia jest lepszą zabawą- ale nie poddaje się, dziś chcę podać makaron, i chciałaby zrobić te placuszki z batata i orkiszu z Twojego przepisu, myślisz, że mogę spróbować? Podejrzewam, że i tak ich nie zje ale czy nie za wcześnie na takie "danie"?
BLW papu
BLW papu
23.06.2018 22:57 odpowiedz
Hej. Nie jestem ekspertem, ale być może synek nie jest jeszcze gotowy z jakichś względów na rozszerzanie diety? Skoro nie czuje potrzeby spróbowania i nie interesuje się jedzeniem w innej formie niż mleko. Będąc w Twojej sytuacji dałabym mu jeszcze trochę czasu, w końcu podstawą diety dziecka w pierwszym roku życia powinno być głównie mleko, a synek w zasadzie dopiero co wkroczył w wiek odpowiedni do rozszerzania diety (6 miesięcy). Nadal próbowałabym podawać pokarmy stałe, ale nie zmuszając przy tym dziecka. Spróbuj jeść razem z synkiem, to samo co dla niego przygotujesz. Może to go zachęci do posmakowania czegoś innego niż krzesełko czy śliniak (nie koniecznie za pierwszym razem) :-)
Co do placków to jeśli synek jeszcze nie jadł żadnego pokarmu stałego (nic nie trafiło do buzi), tylko mleko, to raczej kontynuowałabym z podawaniem w pierwszej kolejności gotowanych warzyw.
Basia
Basia
08.07.2018 16:54 odpowiedz
Dziękuję za ten artykuł, w końcu znalazlam to czego szukalam!!! Po kolei co i jak ugotowac i podać. Super!!!!
BLW papu
BLW papu
10.07.2018 20:27 odpowiedz
Hej Basiu, cieszę się, że mogłam pomóc :-) Sama przy początkach BLW miałam dużą rozterkę "jak zacząć" i wiem jakie potrafi to być stresujące. Dlatego postanowiłam spisać swoje doświadczenia. A takie komentarze jak Twój są dla mnie miłą "nagrodą" :-)
Mia
Mia
14.12.2018 17:36 odpowiedz
fajna ściągawka dla początkujących :D
mam pytanie - jeśli BLW zakłada że przygotowujemy posiłki dla całej rodziny tzn że dziecko ma jeść dokładnie to co my w tym czasie? podoba mi się wizja wspólnych posiłków ale sorry nie przeżyję długo na warzywkach i kaszach, potrzebuję ryb i mięsa, a tego nie dam na pierwsze obiady. W takim razie jeśli zrobimy dla siebie coś innego to możliwość jedzenia przez dziecko z naszego talerza nie wchodzi w grę. Jak to ugrać, żeby było dobrze?:)
BLW papu
BLW papu
17.12.2018 10:59 odpowiedz
Hej, cieszę się że ściągawka się przydaje :-) Odnośnie wspólnych posiłków to początkowo, gdy dziecię dopiero zaczyna poznawać pokarmy, może być to trudne. Dorosłemu człowiekowi ugotowana marchewka i ziemniak raczej nie wystarczą na obiad ;-) U nas tak naprawdę wspólne posiłki - tak żeby gotować jedno danie dla wszystkich - zaczęły się dopiero w okolicach 1,5 roku. Wcześniej były oczywiście próby i często udawało się zrobić tak, żeby wszyscy jedli to samo, ewentualnie tak, aby to co przygotowujemy dla dziecka "rozbudować" dla siebie o coś bardziej konkretnego. Ale wiadomo, nie zawsze :-) Moim zdaniem trzeba do tematu podejść na spokojnie - jeśli mamy taki przepis, który zadowoli wszystkich, to go przygotujmy, a jeśli nie - to nic się nie stanie jeśli rodzice zjedzą coś innego lub to samo co maluch plus coś dodatkowego dla siebie. Jeśli maluch ma ochotę próbować z talerza rodziców - to dajmy mu taką możliwość, oczywiście jeśli pokarm mu nie zaszkodzi i jeśli maluch może już spożywać tę czy inną rzecz. Natomiast wszystko na spokojnie przyjdzie z czasem :-)
  Dodaj komentarz